Korzystając z wolnej chwili wybrałem się na długi spacer. Zapuściłem się w głąb miasta, nie wiedząc gdzie idę i gdzie ta droga prowadzi, szedłem przed siebie, poznając jednocześnie okolicę. I tym właśnie sposobem dotarłem do zagłębia staroci i lokalnego folkloru. Gdybym nie miał limitu bagażu, kupiłbym mnóstwo rzeczy. Uwielbiam takie miejsca. W drodze powrotnej udałem się do pobliskiego centrum handlowego , o którym pojęcia nie miałem że jest usytuowany tak blisko mego hotelu.
Żadnych wielkich banerów reklamowych, żadnych wielkich szyldów wszelakich brandów na zewnątrz. I niespodzianka na powitanie: kontrola pracowników ochrony. Haha. Siedzę sobie na kawce obserwuję ludzi: bogatsze rodziny przychodzą na zakupy wraz z nianią bądź pomocą domową. Wszystkie zazwyczaj mają charakterystyczne ubrania. I z tego, co widzę to noszą zakupy i pilnują dzieci, aby przypadkiem nie zwiały swoim rodzicom, pochłoniętym w szale zakupów. Dalej: panowie się witają, dzieląc się serdecznym uściskiem i dając sobie buziaki. Nikogo to nie dziwi, nikogo nie niepokoi – tylko ja sobie myślę, że o takiej sytuacji można zapomnieć w rodzinnym kraju.
Panowie zazwyczaj zadbani, schludnie ubrani, zawsze dopieszczona fryzura, koszula króluje Panie natomiast: neonowe kolory w dodatkach: lakier do paznokci, akcesoria, perfekcyjny makijaż i burza włosów. Czuć wszędzie mieszankę przeróżnych zapachów. Wszyscy uśmiechnięci, nikt nie robi nadętej miny z powodu tego że na kogoś się patrzysz. Ta energia przechodzi powoli na ciebie. Niesamowite uczucie. Budzisz się.
Na zewnątrz słońce gdzieś się schowało, lecz temperatura daje się we znaki i paru minutach jesteś mokry. Dla mnie to już norma – tutejsza pogoda. Jak najbardziej mi odpowiada.
zapiski z dnia 20.08.2010
Zobacz także:




