„Trzynastego wszystko zdarzyć się może”. Spodziewaliśmy się więc niecodziennego widowiska, idąc na pokaz Macieja Zienia w ten z założenia pechowy dzień. Liczyliśmy także na zapowiadany w zaproszeniach zwrot o 180° w twórczości projektanta, który poruszyłby światem polskiej mody. Zwrotu jednak nie było, choć temperatura w trakcie pokazu rzeczywiście okazała się wysoka.
Maciej Zień pokazał, że gwiazdy wybierające się na czerwony dywan bez niego sobie nie poradzą. Wnętrza Soho Factory przeżywały tego dnia prawdziwe oblężenie celebrytów. Po ponad godzinnym opóźnieniu każdy znalazł dla siebie miejsce. Rozpoczął się… koncert. Wysokie decybele piosenek granych przez zespół Sorry Boys i zjawiskowy głos wokalistki, dynamicznie tańczącej z tamburynem w dłoni, zahipnotyzowały wszystkich. W tym samym czasie dookoła zespołu zaczęły krążyć modelki prezentujące kolekcję projektanta. Pokaz tradycyjnie otworzyły białe suknie (ślubne?), które następnie ustąpiły miejsca wieczorowym kreacjom, najczęściej identyfikowanym z twórczością Zienia. Nagle, w myśl barkowego konceptu, w pierwszych chwilach tendencyjna kolekcja, zaczęła odciągać uwagę od dominującego występu muzycznego. Zobaczyliśmy czarne komplety, które wprowadziły na wybieg klimat rockowego glamour, printowane tkaniny, zwężane spodnie i szmaragdową zieleń. Odrobina nowości stopiła się z konsekwencją w doborze zwiewnych tkanin i kolorów podobnych do tych stosowanych wcześniej przez projektanta.
Po tym pokazie możemy czuć się bezpieczni. Maciej Zień się nie zmienił, a dobrej muzyki nigdy za wiele.
(al)
fot. Adam Kruczek
Zobacz także:















to prawda zwrotu o 180 stopni nie było,
chyba najbardziej zafascynowana byłam koncertem Sorry Boys, przez kolejny tydzień po pokazie zauważyłam że w głownej mierze mówiło się o kapeli a nie o pokazie. Mam nadzieję że Zień powtórzy duet.