UFO wylądowało w Warszawie, w samym centrum stolicy, na początku wakacji. Przy pl. Na Rozdrożu, w miejscu po wiecznie nieczynnej fontannie zainstalował się tymczasowy obiekt kulturalno-plażowy. W UFO gra świetna muzyka, jest niewielki basen, w którym można się ochłodzić w upalne dni, są leżaki i coś do picia, a czasem i przekąska, natomiast nie ma alkoholu. Obiekt spełnia funkcję familijno-towarzyską. Nie jest tak przemyślaną artystycznie kreacją, jak „Dotleniacz” Joanny Rajkowskiej, zrealizowany niegdyś na pl. Grzybowskim, ale w swej prostocie bazuje na tych samych pragnieniach warszawiaków – marzeniu o miejscu, w którym można spokojnie, bezpiecznie i wygodnie odpocząć w pobliżu wody, w centrum miasta, w nieformalny sposób, z pominięciem przymusu sztywnego siedzenia na parkowej ławce. UFO jest obiektem fantastycznym, zabawnym, wygodnym i potrzebnym. Istnieć będzie do końca lata i już wiadomo, że warszawiakom trudno będzie się z nim rozstać.
UFO ma rozbudowany program artystyczny. Odbywają się tu spotkania, dyskusje, koncerty, projekcje i wiele innych inicjatyw. Jedną z nich są Kramy, które miały miejsce w jedną z lipcowych niedziel. Pomysł oczywiście nienowy. Od dwóch lat, nie tylko w stolicy, mamy wielką obfitość takich imprez targowiskowych, poświęconych taniej modzie, wymianie ciuchów, rękodziełu i niezależnemu projektowaniu biżuterii, dodatków oraz ubrań. Nie jest też niczym nowym uczestnictwo w imprezie producenta rowerów i rowerowych akcesoriów, bo szeroko pojęty styl miejski bez roweru obejść się już nie może. Czym więc różniły się Kramy w UFO od innych inicjatyw tego typu? Różnice były niewielkie – kilku nowych, ciekawych wystawców, doskonała muzyczna oprawa dj-ska, nowe, niebanalne miejsce. Nie dla różnic warto było odwiedzić Kramy, a dla ich braku w stosunku do innych imprez tego typu czyli dla doskonałej atmosfery i wysokiego poziomu oferowanych wyrobów.
Kramy były interesującą propozycją na niedzielne popołudnie. W trakcie buszowania wśród kolejnych stoisk naszą uwagę zwrócili przede wszystkim ci, których do tej pory wcale lub rzadko mogliśmy spotkać na hand-madeowych targowiskach. Spodobała nam się biżuteria z Niemej Sówki oraz od Ooh!Andy; bluzy i t-shirty Projektu Mleko, koncepcje młodej projektantki Sophie Kuli i ciuchy z Madox Design (zwłaszcza spodnie). A byli i starzy znajomi: Karina Królak, Ania Pięta, 160cm, Purol Design, Las Rąk, Neovintage czy Mamapiki. Oraz wielu innych, gdyż oferta Kramów była na prawdę obszerna, choć przyznać trzeba, najbogatsza w zakresie biżuterii, a nieco uboższa jeśli chodzi o ciuchy. Zwłaszcza, gdy pominąć t-shiry z różnymi nadrukami. W każdym razie, wpaść na Kramy było warto.
zdjęcia: Adam Kruczek
(ag)
Zobacz także:



















